Wyjazd do Poznania zaczęliśmy od wizyty u rehabilitantki Pani dr Anny Głowackiej w celu założenia “tejpów” na kontuzjowany mięsień, następnie udaliśmy się z moim wiernym towarzyszem Mikim do Rosanó City po Kołcza Adamskiego i ruszyliśmy na Poznań. W Poznaniu odebraliśmy z dworca resztę mojego narożnika i udaliśmy się na ważenie. Okazało się że przesadziłęm z wycinką i jestem najlżejszy, na wadze wniosłem 68,7 natomiast przeciwnik ważył 69,9 krótki staredown kilka zdjęć i jazda do hotelu. “I tutaj działa się magia” odrabianie wagi czyli: na przystawkę pizza, danie pierwsze frytki z piersia z kurczaka i surówkami, następnie naleśniki z czekoladą, a na koniec sałatka owocowa. Do tego oczywiście litry izotoników, vitargo itd. Efektem takiego ładowania było to, że następnego dnia rano ważyłem ponad 73 kg.

Sobotę zaczęliśmy od śniadania hotelowego (równie obfite co piątkowa kolacja), następnie relax w pokoju przy filmie “WARRIOR” (ja kimałem chłopaki się nakręcali) o 15 wyjechaliśmy z hotelu po drodze dobry obiadek w barze ALIBABA i jazda na hale. Na miejscu był rozstawiony już ring trwały próby świateł muzyki itd. (wszystko naprawdę profesjonalnie zorganizowane ). O 17 odbyła się krótka odprawa przydzielono nam szatnie i powoli zapominałem o Bożym świecie.

Gala zaczęła się od prezentacji zawodników następnie wszyscy zeszli do szatni i zaczęliśmy rozgrzewkę, na tarczach kiedy powtarzaliśmy z Sebą kombinacje które mam bić czułem że dziś jest dobry dzień na walkę, była MOC . Koniec drugiej walki, pora na wyjście… i od tego momentu za wiele nie pamiętam także to obejrzycie sobie na filmiku z walki. W każdym razie wygrana, podobno niezła walka wyszła (sam chętnie obejrzę). Pod koniec 1 rundy niestety czułem że pogłębiła się kontuzja klatki piersiowej, w szatni kiedy zeszły emocje, ręka nie nadawała się do niczego, także podjęliśmy decyzję że odpuścimy finał. Organizator dał mi możliwość zawalczenia z Mateuszem Gamrotem na przyszłej edycji gali Night of Champions w maju jak EXTRA FIGHT. Po gali zapakowaliśmy się w nieśmiertelnego VW i ruszyliśmy w kierunku Łodzi (po drodze oczywiście postój na zupkę chmielową, maczek itp. itd. etc.). Podsumowując wyjazd był mega udany, dało się odczuć że jest to profesjonalna gala a mojego przeciwnika napewno dziś będzie bolała głowa 😉 .

Na koniec chciałem podziękować przede wszystkim trenerowi Adamskiemu za ogromne zaangażowanie w przygotowania, Mikiemu, Czarkowi aka Maciek, kolegom z sekcji i całemu teamowi BT ŁÓDŹ (to zwycięstwo jest dla Was i dzięki Wam) oraz firmie NO PROBLEM za mega kozacką odzież.

Pozdrawiam

Tomek Matuszewski